Komisja Episkopatu Polski ds. Misji

12 września 2018

Moje pierwsze kroki w Peru

s. Weronika Bednarz, Peru

Lima 06.09.2018r.

Przesyłam serdeczne pozdrowienia z mojej misji w Limie. Polecam się modlitwie i dziękuję za każdą. Bezpiecznie i bezproblemowo dotarłam na miejsce, gdzie czekały już na mnie siostry. Z lotniska dojechałyśmy do domu za ok. 1 godzinę, bo wieczorami ruch uliczny jest tu znacznie mniejszy niż w ciągu dnia. Mam bardzo dużo różnych doświadczeń, choć jestem tu dopiero 4 dni. Staram się notować sobie co jakiś czas parę słów o tym, co tu doświadczam, by nie zapomnieć tego, co wydaje mi się istotne, ale tak wiele jest tego, co „nowe” i „inne” że nie sposób wszystkiego ani zapisać, ani wyrazić… po prostu je przeżywam i rozważam w sercu. Obserwuję ludzi i tę nową rzeczywistość i tyle… bliskie jest dla mnie teraz to, co robiła Maryja, gdy nie rozumiała tego, co czynił 12-letni Jezus w Jerozolimie „chowała wiernie w swym sercu wszystkie wspomnienia”. Ja też niezbyt dużo rozumiem z tego, co się wokół mnie dzieje, dlatego, że wszelkie wyjaśnienia w języku hiszpańskim raczej mało są dla mnie w tym momencie zrozumiałe. Brak znajomości języka jest dużym utrudnieniem w komunikacji.

Siostry bardzo się o mnie troszczą, pokazują swoją codzienną służbę, zabierają mnie do różnych miejsc swoich spotkań katechetycznych i wprowadzają w nowe obowiązki. Poznałam już wszystkie nasze 3 domy, dwa z nich są blisko siebie ok. 15 min. piechotą, a jeden jest położony bardziej w górach, gdzie dojeżdża się mototaxi. To taki 3 kołowy motor z obudową, z przodu jest miejsce dla kierowcy, a z tyłu dla 3 osób. Ruch uliczny jest tu bardzo duży, na razie nie mogę się połapać, co gdzie jeździ. Autobusy, busiki, samochody, mototaxi… zasada jest taka, że każdy jeździ jak chce. Wszyscy tu trąbią na siebie, na psy, które krążą bez właścicieli lub leżą na środku drogi, czasem trąbią bez potrzeby, wymuszają pierwszeństwo przejazdu na każdym kroku, „kto szybszy ten lepszy”.

Byłyśmy w centrum Limy, gdzie mogłam zobaczyć miejsce pochowania św. Róży. Zwiedziłyśmy klasztor św. Dominika i obeszłyśmy wokoło różne miejsca. Katedra jest tu ogromna i piękna. Jest duża różnica w budowlach w centrum miasta i na peryferiach. Wysyłam zdjęcia, by dać jakieś pojęcie.

Ja mieszkam z s. Lili w mieszkaniu na piętrze, a na dole są pomieszczenia przedszkolne. Jest 90 dzieci, grupa 3-letnich, 4-letnich, 5-letnich i grupa integracyjna osobno (5 dzieci autystycznych i z zespołem downa). Ja będę pomagała w tej grupie chorych dzieci. Każda grupa ma jedną nauczycielkę i jedną osobę wspomagającą. Zatrudnione są panie świeckie. Praca jest od 7.00-15.00; oprócz tego chodzę z siostrami na różne spotkania, np. s. Lili przygotowuje 300 dzieci do I Komunii Świętej. Za miesiąc się odbędzie. Przygotowuję teksty liturgiczne i piosenki dla każdego dziecka. Mamy tu gitarę, więc mogę się na coś przydać. Są też grupy przygotowujące się do innych sakramentów, programy dla chorych, niepełnosprawnych i seniorów, chodzimy też z Komunią świętą do chorych i starszych. Niektóre siostry uczą w szkole podstawowej, a oprócz tego prowadzą inną pracę duszpasterską. Pewnie więcej będę mogła napisać za jakiś miesiąc, gdy już poznam lepiej wszystkie posługi.

Dogaduję się z s. Lili głównie w języku angielskim, bo jak coś mi tłumaczy po hiszpańsku, to rozumiem tylko tyle, że gdzieś mamy razem iść i wiem o której, ale gdzie i po co…? Nie wiem. Musi mi to na razie wystarczyć.

Jedzenie jest skromne i proste, ale smaczne. Głównie warzywa, ryż, nabiał, ryby. Nie ma tłustych potraw, mało mięsa. Kurczak jest tu bardzo popularny, ale jeszcze go nie było na obiad. Obiady jemy takie jak dzieci w przedszkolu, a w weekendy gotujemy same.

Modlimy się wspólnie z s. Lili brewiarz po hiszpańsku i jak tylko jest w którejś z pobliskich kaplic Msza św., to uczestniczymy w niej, ale nie jest to codziennie, niektóre kaplice są zbyt daleko. Kościoły są w centrum. Mamy w domu małą kapliczkę zrobioną z przedzielonego pokoju, w której mamy Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. A jak jest Jezus, to jest już wszystko, co najważniejsze!

Teraz kończy się tutaj pora zimowa (są tylko 2 pory: zima i lato) więc jest dosyć chłodno, trzeba chodzić w swetrach, kurtkach. Najgorzej wieczorami i rankiem, ok. 13°C, to tak jakby w czasie jesiennym u nas, gdy jeszcze nie włącza się ogrzewania. Tutaj nie ma kaloryferów, bo zazwyczaj jest gorąco. Ściany i okna są cienkie i nieszczelne, w łazience jest naturalna wentylacja, czyli otwarte okienko ????. Trzeba więc po kąpieli szybko wskakiwać pod koc. W ogóle krany tutaj mamy tylko z zimną wodą do mycia naczyń, prania. Tylko przy prysznicu jest ciepła woda, którą nagrzewa bojler, ale nie ma gorącej wody, tylko taka letnia. Jakoś przeżyję do lata ????. Tu jest 7 godzin różnicy czasowej z Polską, więc gdy u mnie jest teraz wieczór, godz. 18.00 to w Polsce jest 1.00 w nocy.

To na razie tyle mi przychodzi do głowy z najważniejszych spraw. Na razie ten tydzień, miałam taki swobodniejszy, więc mogłam pozbierać i opisać zdjęcia i napisać ten list, ale od następnego tygodnia mam już pełny wymiar pracy w przedszkolu, więc na pewno nie będę miała zbyt dużo wolnego czasu.  Pozdrawiam.

s. Weronika Bednarz
SSND /Siostra Szkolna de Notre Dame


 

Jeżeli chcesz wspomóc działalność misyjną s. Weroniki, możesz przekazać dowolną ofiarę pieniężną na konto:

Nazwa konta: Komisja Episkopatu Polski ds. Misji

Konto – PEKAO S.A. I O/ Warszawa

Numer konta: 06 1240 1037 1111 0000 0691 6772

Tytuł przelewu –  Patronat WERONIKA BEDNARZ

 

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
119 0.15334796905518