14 gru

Franciszkanka Rodziny Maryi o misjach w Brazylii: Tylko Bóg możliwym czyni niemożliwe

– Powołanie misyjne to dar i jestem przekonana, że ten dar otrzymałam. Pragnęłam, zostawić wszystko, by głosić Jezusa. Z tym pragnieniem wstąpiłam do zgromadzenia, które rzeczywiście nie jest typowo misyjne. A jednak zawsze miałam w sercu pewność, że to pragnienie się spełni właśnie w Rodzinie Maryi. I spełniło się. Zostałam posłana do Kazachstanu, Republiki Południowej Afryki i do Brazylii. Sama nie mogę uwierzyć, że dzielę się wiarą już na czwartym kontynencie. Tylko Bóg możliwym czyni niemożliwe – mówi s. Anna Polanowska FRM, która od dwóch lat jest misjonarką w Brazylii. Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi, od przeszło stu lat posługuje w tej części Ameryki Południowej, gdzie pierwsze siostry wyjechały, by zatroszczyć się o dzieci polskich emigrantów.

Przemysław Radzyński (KAI): Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi zostało założone w 1857 r. w Petersburgu. Niespełna 50 lat później podjęło się pracy w Brazylii. Jaki to był czas dla Zgromadzenia, że zdecydowało się na posługę aż za oceanem i jakie okoliczności na to wpłynęły?

S. Anna Polanowska FRM: Św. Zygmunt Szczęsny Feliński nasze Zgromadzenie założył w roku 1857, a pięć lat później został arcybiskupem Warszawy. W 1863 r. rozpoczął się okres jego 20-letniego zesłania do Jarosławia nad Wołgą. Pierwsze siostry miały z nim wówczas kontakt tylko przez listy, które dodatkowo były cenzurowane. Jednak mimo braku kontaktu z Założycielem, Zgromadzenie się rozrasta, co pokazuje, jaką duchową siłę miało natchnienie do jego powołania. Trzeba też pamiętać, że Zgromadzenie prężnie się rozwija – powstają kolejne domy, w czasie, kiedy Polska nie istnieje, bo jest pod zaborami.

Sytuacja polityczna jest bardzo niekorzystna i to w całej Europie. Wielu Włochów, Niemców i Polaków emigruje do Ameryki Południowej z powodu biedy. Polacy dodatkowo poszukują wolności, wyjeżdżają całymi rodzinami. Brazylia jednak nie okazała się „ziemią obiecaną”, ale wymagającą Ziemią Krzyża. Kiedy rodzice pochłonięci ciężką pracą karczują lasy, by zdobyć dla siebie ziemię, potrzeba, aby ktoś zaopiekował się dziećmi. To właśnie w takich okolicznościach Matka Zofia Kończa, ówczesna przełożona generalna Zgromadzenia, otrzymała prośbę, aby przysłać do Brazylii siostry, które zajęłyby się edukacją dzieci. W 1906 roku posyła pierwsze trzy siostry. O słuszności tej decyzji jest głęboko przekonana, bo Ojciec Założyciel zostawił takie proroctwo: „Zgromadzenie będzie się rozrastać jak grzyby po deszczu i za oceanem pracować będzie”. Kiedy Matka Zofia dostała zaproszenie „za ocean”, to wiedziała, że zaczynają się spełniać słowa św. Zygmunta. Siostry zostały bardzo dobrze przyjęte przez polskich emigrantów i rozpoczęły działalność edukacyjną zarówno wśród brazylijskiej Polonii, jak i wśród innych europejskich emigrantów, a dziś pracują głównie wśród Brazylijczyków.

KAI: Jak to się stało, że z małej wspólnoty trzech sióstr to dzieło rozrosło się do „wielkiego drzewa”?

– Siostry podjęły pierwszą posługę w kolonii Orleans – dzisiaj jest to dzielnica Kurytyby. Ale to nie było jedyne centrum polskiej emigracji. Dlatego, kiedy Polacy dowiadywali się o obecności sióstr, chcieli oddać dzieci do ich szkoły. Zgromadzenie naturalnie się rozwijało – przychodziły zaproszenia z kolejnych miejscowości, a tym samym kolejne siostry przybywały z Polski do posługi wśród dzieci. Już kilka lat później do Zgromadzenia zaczęły wstępować nasze wychowanki.

Trzeba pamiętać, że dzieci przyjeżdżały do szkół prowadzonych przez Siostry Rodziny Maryi z całej południowej Brazylii – czasem przemierzały nawet setki kilometrów – i zostawały tu przez kilka lat bez kontaktu z rodzicami. Ich rodziną stawały się wówczas siostry. One były nie tylko nauczycielkami, ale zabezpieczały też wszystkie inne najważniejsze potrzeby dzieci. Dziewczęta były tak zaangażowane w życie tych wspólnot zakonnych, że naturalnie decydowały się później na wstąpienie do klasztoru. Zdarzało się, że czasami nawet pięć rodzonych sióstr wstępowało do Zgromadzenia i jeszcze kilka ich kuzynek. Rodzina Maryi stała się ich rodziną na zawsze. Mimo, że większość dziewcząt pochodziła z polskich rodzin, to również pojawiły się powołania z rodzin niemieckich, włoskich, ukraińskich, japońskich, afroamerykańskich, indiańskich. Można powiedzieć, że dzisiaj jesteśmy w Brazylii wspólnotą wielokulturową.

KAI: Na jaki czas przypada największy rozwój zgromadzenia w Brazylii?

– Po II wojnie światowej. W 1948 r. przyjeżdża do Brazylii Matka Tekla Budnowska, człowiek z wielką charyzmą. To właśnie Matka ma duży wpływ na rozwój placówek. W 1967 r. decyduje się stworzyć drugą prowincję. Wówczas siostry zaczynają prowadzić szkoły już nie tylko dla polskiej emigracji, ale po prostu dla Brazylijczyków, a nawet otwierają placówki wśród ludności indiańskiej. Dziś mamy w Brazylii ponad 30 placówek i 200 sióstr. Jestem dwudziestą piątą Polką, która przyjechała do Brazylii.

KAI: Siostra posługuje w Brazylii od dwóch lat. Jak z tej perspektywy wygląda Kościół w Ameryce Łacińskiej?

– Nie mogę mówić o całej Ameryce Łacińskiej. Poruszam się głównie po części Brazylii, którą ponad 100 lat temu zamieszkali emigranci. W tych częściach kraju charakterystyczne są kościoły wybudowane właśnie przez Polaków, w których królują obrazy Matki Bożej Częstochowskiej albo polskich świętych – biskupa Stanisława, Jadwigi Śląskiej czy Maksymiliana Kolbego. Widoczne są też symbole polskości, takie jak nasze narodowe godło czy hasło „Bóg, honor, Ojczyzna”. Najczęściej śpiewana tutaj pieśń to „Jest zakątek na tej ziemi”.

Kościół w Ameryce Łacińskiej, po okresie kolonialnym, nadal ciągle szuka swoich dróg przeżywania wiary. Tutejszy Kościół bardzo mocno angażuje się w pomoc biednym, bo Brazylia to kraj wielkich nierówności ekonomicznych. Ludzie doświadczają wykluczenia ze względu na ubóstwo, dlatego trudno im utożsamiać się z krzyżem – poszukują wyzwolenia, radości i chwały zmartwychwstania. Jan Paweł II w adhortacji Ecclesia in America podkreślał, że należy głosić całego Jezusa – z Jego Wcieleniem, Paschą i Zmartwychwstaniem; kładł też nacisk na adorację Najświętszego Sakramentu oraz nawrócenie i sakrament pokuty. Ludzie o tym dziś zapominają, nie tylko zresztą w Ameryce, i szukają zbawienia w marnościach tego świata.

Muszę przyznać, że tutejsi chrześcijanie odznaczają się wielką kreatywnością, dostrzega się też wśród nich potrzebę wejścia w głębię wiary, czyli katechezy i formacji.

KAI: Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi nie jest typowo misyjne, a Siostra ma doświadczenie posługi na Syberii, w RPA a teraz w Brazylii. Jak w Siostry sercu zrodziło się powołanie misyjne?

– Jak tylko sięgam pamięcią chciałam wyjechać do Afryki. Czułam wewnętrzne przywiązanie do tego kontynentu. Od dziecka modliłam się do Ducha Świętego modlitwą Jana XXIII, w której była zawarta m.in. prośba: „Rozpal w nas zapał apostolski, który by dosięgnął wszystkich ludzi i wszystkie narody, gdyż wszystkie są odkupione Krwią Chrystusa”. Jako dziecko nie rozumiałam treści tej modlitwy, ale dzisiaj jestem misjonarką, co znaczy, że modlitwa została wysłuchana – Duch Święty uczynił moje serce misyjnym. Powołanie misyjne to dar i jestem przekonana, że ten dar otrzymałam.

Dorastałam też w atmosferze misyjnej Ojców Oblatów Maryi Niepokalanej, od dziecka należałam do „Przyjaciół misji oblackich”, czytałam ich książki, w których zawarte były świadectwa misjonarzy. Pragnęłam, tak jak oni, zostawić wszystko, by głosić Jezusa. Z tym pragnieniem wstąpiłam do zgromadzenia, które rzeczywiście nie jest typowo misyjne. A jednak zawsze miałam w sercu pewność, że to pragnienie się spełni właśnie w Rodzinie Maryi. I spełniło się. Zgodnie z wezwaniem Kościoła, aby zgromadzenia zakonne dzieliły się ze światem swoim charyzmatem z krajami misyjnymi – również nasze Zgromadzenie odpowiada na to wezwanie. Zostałam posłana do Kazachstanu, Republiki Południowej Afryki i do Brazylii. Sama nie mogę uwierzyć, że dzielę się wiarą już na czwartym kontynencie. Tylko Bóg możliwym czyni niemożliwe.

KAI: Do wyjazdu do Afryki przygotowywała się Siostra w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie. Studiowała też Siostra misjologię na UKSW. Jaki teoretyczna wiedza ma wpływ na Siostry pracę jako misjonarki?

– Zbawienny. Znajomość historii misji, dokumentów papieskich, teologii misji, niesamowicie ubogaca i wyposaża misjonarza. Formacja misjonarza nie może ograniczać się tylko do znajomości lokalnych języków. Jak naucza Jan Paweł II – misjonarz musi być człowiekiem kontemplacji. Świadkiem wiary. Ale również musi mieć znajomość z dziedziny antropologii. Wiedzieć, czym jest dialog międzyreligijny i na czym polega inkulturacja. A to wszystko po to, by samemu, na wzór Jezusa, jak najlepiej przeżyć tajemnicę wcielenia w kulturę ludzi, do których jest się posłanym.

Dzięki wykładom polskich misjologów i sympozjom misjologicznym miałam możliwość zapoznania się z refleksją i wynikami badań, które pomagają mi w moim zaangażowaniu misyjnym. Zdobytą wiedzą dzielę się też w Zgromadzeniu. Ma to duży wpływ na fakt podejmowania nowych wyzwań przez Zgromadzenie. Otworzyłyśmy nową placówkę w RPA, a także w Brazylii na terenie Amazonii.

Nasze Zgromadzenie dziś de facto kończy pracę wśród emigrantów, bo trudno tak myśleć o ludziach, którzy mieszkają tu od czterech czy pięciu pokoleń. To są Brazylijczycy o polskich korzeniach. Dziś stawiamy kolejny krok i widzimy, że wyzwaniem dla nas jest północ Brazylii, również Amazonia, gdzie dzieci czekają na edukację, gdzie potrzeba naszego zaangażowania w ewangelizację a także w różnego rodzaju projekty związane z promocją ludzką, by objawiła się troskliwość Boga.

KAI: Rozpoczęły siostry obchody roku jubileuszowego z okazji 200. rocznicy urodzin Założyciela. Św. Zygmunt Szczęsny Feliński proroczo zapowiedział: „za oceanem pracować będziecie”. Co powiedziałby dziś Franciszkankom Rodziny Maryi – zwłaszcza tym posługującym w Brazylii?

– Każdej z nas Ojciec Założyciel pozostawił swoje błogosławieństwo: „Błogosławię was na pracę wewnętrzną, na budowanie Królestwa Bożego w duszach własnych, na niesienie krzyża w duchu pokuty i w duchu dobrowolnej ofiary na wzór Mistrza, Pana i Oblubieńca waszego”. Myślę, że dzisiaj niczego więcej nie musiałby dopowiadać, ale zapewne zapytałby o wiarę. Jaka jest nasza wiara? Czy jest początkiem i celem naszych działań?

Rozmawiał Przemysław Radzyński

Przemysław Radzyński / Warszawa

fot.: pixabay


Znajdź nas


Komisja Episkopatu Polski
ds. Misji


ul. Byszewska 1
skr. poczt. 112
03-729 Warszawa 4

tel. +48 22 679 32 35
[email protected]

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
119 0.1477038860321