11 gru

List z Indonezji

Ruteng, 4 grudnia 2016

Drodzy Przyjaciele Misji i Misjonarzy !
Po długiej przerwie zabrałem się znowu do napisania listu okólnego. Od czasu poświęcenia kościoła, plebanii oraz udzielenia Sakramentu Bierzmowania dla ponad 200 młodzieży przebywam stale i obsługuję tylko tę jednĄ stację Perang. Oprócz codziennej i niedzielnej Mszy świętej przygotowywałem 31 uczniów 5 klasy do I Komunii świętej. Po uroczystości I Komunii św., która miała miejsce w dniu 25 października, kontynuuję nauczanie lekcji religii kilka razy w tygodniu dla uczniów ze szkoły podstawowej i gimnazjum. Lekcji religii udzielam w kościele, bo szkoła jest oddalona od kościoła o 200 metrów.

Mimo iż liczba rodzin w stacji Perang nie jest zbyt wielka /ok. 300/, to jednak dość często muszę udawać się do wiosek z Mszą święta żałobną z powodu śmierci członka jakiejś rodziny. Raz na przykład pewien szofer reperował coś przy otwartej wywrotce. Nagle wywrotka spadła mu na głowę. Nagła śmierć młodego ojca rodziny. W innej rodzinie matka urodziła córkę, jednak potem stale chorowała, aż umarła w szpitalu, bo zaczęła się leczyć zbyt późno. Dzięki pomocy z Ojczyzny mogę zakupić sproszkowane mleko dla jej niemowlęcia.

Ostatnio, żona miejscowego kierownika gimnazjum urodziła córkę, jednak po porodzie nastąpiły komplikacje. Zawieźli ją w ciężkim stanie do szpitala i tam umarła. Tutaj zwykle rodzą dzieci w swych domach, mimo iż stać ich nieraz na opłacenie narodzin w porodówce w mieście Borong, gdzie łatwo o transfuzję krwi. Tymczasem tu w górach, jak zajdą komplikacje, tak jak w/w wypadku, matka lub niemowlę umiera.

Podałem tylko kilka wypadków nagłej śmierci moich podopiecznych, bo zgony z powodu starości i choroby są dość częste i często muszę odprawiać drugą Mszę św. żałobną po południu w niedzielę, bo tutaj trzeba grzebać umarłych następnego dnia.

Przez cały miesiąc październik razem z najbliższymi rodzinami wokół kościoła każdego wieczoru odmawialiśmy różaniec. Kilkanaście rodzin zbiera się w jednym domu i odmawia 5 dziesiątków różańca przeplatane pieśniami ku czci N.M.P. Podziwiam tutejsze dzieci, zarówno przedszkolaki jak i z podstawówki. Nikomu się nie nudzi. Wiernie odmawiają po kolei jedną zdrowaśkę po drugiej, aż cały różaniec się skończy. Tutaj w mieszkaniach nie ma prądu, więc używają tylko lampy na naftę /nieoszklone!/. Tymczasem ja przynosiłem zawsze ze sobą mały akumulator wraz z jasną żarówką, tak że w całym mieszkaniu było jasno. Po modlitwie różańcowej pani domu zwykle podaje wszystkim tzw. ubikaju (rodzaj jadalnego korzenia) z papryką. Bardzo smaczne, tak jak nasze gotowane kartofle z solą.

Zwykle przy takim skromnym posiłku prowadzimy nieraz długie rozmowy. Raz zapytałem się ich: o czym tak rozmawiają ze sobą długimi wieczorami (od godz. 6.30 do 9.30 wieczorem, kiedy jest tu całkiem ciemno). Przecież wy nic nie czytacie, nie słuchacie radia, nie oglądacie telewizji ...? – Odpowiadają, że rozmawiają wyłącznie o swoich rodzinach, o pracy w ogrodzie, o dzieciach, które się kształcą w różnych miejscowościach, o tym że planują zbudowanie lepszego domku mieszkalnego (z cementu, bo na ogół mają domki-baraki z drzewa bez posadzki cementowej), itd.

Podziwiam tutejszy lud. Jak oni ciężko pracują! Od kilku lat mają asfaltowaną drogę do miasteczka Borong, dokąd w każdy poniedziałek jadą ciężarówką na targowisko, by sprzedać miejscowe produkty (przeróżne jarzyny, gdyż plony kakao, kawy i goździków w br. były mizerne) oraz zakupić trochę soli, nafty, lub drogi ryż (Rp. 12.000 = 1 USD za kilogram). Nie stać ich na kupno świeżych lub suszonych ryb, których na targowisku jest ogromne mnóstwo. Nic dziwnego, że tutejsze dzieci są na ogół niedożywione z powodu braku nabiału i protein w pokarmach. Od tej jedynej asfaltowanej drogi prowadzącej do miasteczka Borong, wszelkie produkty muszą dźwigać na barkach do swoich wiosek. Tak samo wszelkie produkty rolne z ich ogrodów, znajdujących się nieraz daleko od ich wiosek na zboczach górskich, muszą dźwigać maszerując „po górach, dolinach”.

Mój jeep jest już naprawiony i całkiem odnowiony, jednakże postanowiłem nie prowadzić dłużej tego zasłużonego wehikułu z powodu stanu mojego zdrowia, tym bardziej, że nie potrzebuję tak jak dawniej „patrolować” od stacji do stacji. Do pobliskich wiosek w stacji Perang stać mnie jeszcze na godzinny marsz, a gdy potrzebuję pojechać do Borong i Ruteng, wówczas szofer od naszego Wikariusza Generalnego przyjeżdża z Borong moim jeepem do Perang, by mnie zawieźć gdzie trzeba. Nasz Wikariusz Generalny (mój były wikary z parafii Wukir) ma trzech wykwalifikowanych szoferów, a tylko jeden pojazd, więc dwaj szoferzy są wolni.

W tym roku w naszym Seminarium w Ledalero wyświęcono 13 kapłanów-werbistów, a w diecezjalnym Seminarium Ritapiret 12 kapłanów. Jeden pochodził z parafii Mbeling i w dniu 23 listopada byłem obecny na jego prymicjach w Mbeling. Uroczysta Msza Święta odbyła się na boisku szkolnym pod ogromnym zadaszeniem, a po niej wspólna uczta dla wszystkich obecnych, jak to jest tutaj w zwyczaju. Chór z miejscowego liceum stałe części Mszy Świętej wykonał w j. łacińskim, a inne w j. indonezyjskim. Mimo iż jest oficjalnie zakazane dawanie aplauzu w czasie Mszy świętej, jednak trudno powstrzymać lud, jeśli chór doskonale wykona jakiś utwór. Dołączam kilka zdjęć z tej rzadkiej tu prymicyjnej uroczystości. Następne prymicje odbędą się tutaj w roku 2020.

O. Gregory Jehanus – werbista, pochodzący z parafii Mbeling dwa lata temu obchodził tutaj swój Srebrny Jubileusz kapłaństwa i zarazem pracy misyjnej w Papua Nowa Gwinea. Z niewiadomej dokładnie przyczyny dostał nagle udaru serca i umarł. Był naszą chlubą, bo jedynym misjonarzem z parafii Mbeling pracującym na misjach za granicą. Mamy teraz jeszcze dwóch misjonarzy z innych Zgromadzeń, pracujących na Kalimantanie. Mimo iż Kalimantan leży w Indonezji, jednak tam są także frontowe warunki, może nawet trudniejsze niż w krajach Południowej Ameryki, dokąd większość Indonezyjczyków wyjeżdża.

Na koniec mojej relacji chciałbym wszystkim moim Patronom podziękować za modlitwy, a także pomoc materialną, którą przekazujecie na moje konto misyjne w Pieniężnie. Praktycznie utrzymuję się tu w stacji Perang z intencji Mszalnych, które Pieniężno (O. Waldemar Kus) regularnie mi przesyła. W tym roku otrzymałem znowu 2000 Euro od moich wiernych Patronów, dzięki którym mogłem uczynić wiele dobrego dla najbardziej potrzebujących parafian. Dopóki mi na to zdrowie pozwala, mam zamiar pozostać tutaj jeszcze kilka lat. Pracy tu w jednej stacji Perang nie brakuje także dla misjonarza-emeryta, np. udzielanie lekcji religii dla uczniów. Praca ta daje mi ogromne zadowolenie, bo tutejsze dzieci są bardzo grzeczne, posłuszne i szanujące starszych.

Na zbliżające się Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok, życzę wszystkim pokoju i radości, która może pochodzić tylko od Tego, którego Rocznicę Narodzin będziemy wkrótce obchodzić oraz którego niespodziewanego przyjścia w chwale każdego dnia oczekujemy. Z Bogiem !

o. Stefan Wrosz SVD

***

O. Stefan Wrosz SVD - ur. 28.04.1938, święcenia kapłańskie: 27.01.1963, przynależność: Zgromadzenie Słowa Bożego (Werbiści); działalność misyjna: INDONEZJA. Do Indonezji o. Stefan wyjechał w 1965 r. i pracuje tam do dnia dzisiejszego. Był proboszczem w wielu parafiach na wyspie Flores, które wybudował i wyposażył. Obecnie pracuje na misji w Perang.

 

Jeżeli chcesz wspomóc działalność misyjną O. Stefana Wrosza SVD, możesz przekazać dowolną ofiarę pieniężną na konto:

Nazwa konta: Komisja Episkopatu Polski ds. Misji

Konto – PEKAO S.A. I O/ Warszawa

Numer konta: 06 1240 1037 1111 0000 0691 6772

Tytuł przelewu Patronat STEFAN WROSZ




Znajdź nas


Komisja Episkopatu Polski
ds. Misji


ul. Byszewska 1
skr. poczt. 112
03-729 Warszawa 4

tel. +48 22 679 32 35
km@misje.pl

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
128 0.22687315940857