19 gru

MADAGASKAR – niecodzienna codzienność

Napisał do nas ksiądz Ludwik Wawrzeczko z Madagaskaru.

Szkoły katolickie w naszej diecezji jako hasło w Roku Wiary obrały sobie słowa „Sekoly tani-ketsa Fiangonana”. Tłumacząc dosłownie to zawołanie, można powiedzieć, że szkoła jest ziemią na której sadzi się (wiarę) Kościoła, ale tłumacząc tę myśl poprawnie należałoby powiedzieć, że „szkoła jest kolebką wiary”. W polskich realiach mówimy, że „rodzina jest kolebką wiary”, ale w naszych realiach to nie jest takie oczywiste - bardzo często właśnie poprzez szkołę trafiamy do rodziny z Dobrą Nowiną o zbawczej miłości Boga.

Mamy osiem placówek misyjnych w naszej parafii, ale nie poprzestajemy na tym i staramy się iść jeszcze dalej, bo wiosek w naszym regionie będzie może nawet i ze sto. Sporadycznie staramy się odwiedzać wszystkie miejscowości. I tak pewnego dnia, kilka dni przed moim wyjazdem na wakacje do Polski, przyszło do mnie trzech mężczyzn mówiąc, że są przedstawicielami wioski Fandroa, 25 km od stacji głównej, gdzie byliśmy kilka razy z misją ewangelizacyjną. Powiedzieli, że przynoszą ze sobą pismo (szef wioski umie pisać) z prośbą o otwarcie szkoły i kościoła u nich. Nowina bardzo radosna, ale to już czas mojego wyjazdu, więc nie dałem rady do nich pojechać. Umówiłem się, że jak wrócę z urlopu to do nich przyjadę. I na tym stanęło. Zaraz po powrocie z wakacji posłałem wiadomość, że się do nich wybieram. Wspólnoty przyparafialne poprosiłem o modlitwę w tej intencji. Zaraz po mszy św. kilka dobrych dusz podeszło do mnie z ostrzeżeniem, abym za bardzo nie szalał, bo to region bandycki. Radzono mi abym zabrał ze sobą żandarmów. Odmówiłem, żandarmi mają złą sławę, ludzie z wiosek się ich boją i bardzo ich nie lubią. Z sześciu sióstr tylko jedna zgodziła się jechać ze mną, wicedyrektor szkoły kombinował jak mógł aby ze mną nie jechać, ale w końcu go zmusiłem.

Zajeżdżamy do wioski, a tu pusto. Dopiero po chwili przyszedł jeden starszy człowiek, dziadek, aby się z nami przywitać. Okazało się, że w nocy bandyci obrabowali sąsiednią wioskę i ludzie ze strachu pouciekali do lasu. Po jakimś czasie dziadek znalazł jednego młodego człowieka, który zagrał na muszli sygnał zwołujący na zebranie i po dwóch godzinach zebrało się z 15 mężczyzn. Powinno ich być przynajmniej ze 100 plus kobiety i dzieci, ale ze strachu nie mieli odwagi wyjść z lasu. Więc w tak małej grupie omówiliśmy zasady funkcjonowania szkoły, obowiązki misji w tej dziedzinie, oraz obowiązki wioski. Datę otwarcia szkoły ustaliliśmy na 1 stycznia 2014 r. Gdyby ktoś patrzył z zewnątrz uznałby, że spotkanie było bardzo owocne, ale znając życie, to jeszcze upłynie wiele wody w rzece zanim ruszy szkoła w Fandroa, oby w ogóle ruszyła. Ale bez względu na to czy będzie tam szkoła czy też nie, nie wolno nam rezygnować z głoszenia Ewangelii, bo czyż rozbój to nie wynik braku Boga w życiu człowieka? Polecam Waszej modlitwie tę wioskę, aby Bóg pomógł nam znaleźć odpowiedni sposób i środki do głoszenia jego Ewangelii.

Jestem na rekolekcjach i co ważne, w mieście gdzie mam dostęp do internetu. Więc korzystam z tego i piszę:

Mamy u nas piękny czas. Jeśli komuś w Polsce tegoroczne wakacje się nie udały, to zapraszamy do nas. W południe w cieniu temperatura waha się pomiędzy 35 a 40 st. C, w nocy pomiędzy 25 - 30 st. C (wiem, bo sobie przywiozłem termometr z Polski i powiesiłem na werandzie w cieniu, na słońcu mógłby może pęknąć, ponieważ jest przystosowany tylko do 50 st. C). Rolnicy modlą się o deszcz, bo już czas na sadzenie manioku i orzeszków ziemnych. Dzieciaki objadają się owocami mango i tak aż do Bożego Narodzenia. Na Święta powinna być już końcówka mango, deszcz powinien już padać co kilka dni, czyli będzie chłodniej.

Każdy medal ma dwie strony. Mango oprócz tego że są pokarmem i dostarczają witamin, przynoszą także choroby, a nawet śmierć. W pierwszym tygodniu po powrocie na parafię po wakacjach, pochowałem ucznia z pierwszej klasy. Przyczyna śmierci - za duża ilość zjedzonych niedojrzałych mango. Żal dziecka, żal rodziców, a także żal siostry zakonnej pracującej w naszym ośrodku zdrowia, która walczyła o życie tego chłopaka - na jej rękach umierał. Wszyscy tutaj jedzą zielone owoce, mimo że mówi się o tym, że to szkodliwe, ale zawsze się jadało, dlaczego teraz miałoby być inaczej. A to, że co roku organizm jakiegoś dziecka tego nie wytrzymuje, to już norma. Nadmierne jedzenie dojrzałych owoców też nie jest korzystne, podnosi temperaturę ciała i wywołuje inne dolegliwości. Większość dzieci, która teraz trafia do ośrodka zdrowia, choruje po nadmiernym jedzeniu mango.

Można ich usprawiedliwić tym, że w obecnym czasie ciężko jest coś znaleźć do jedzenia. Na Madagaskarze jest teraz przednówek, w wielu rodzinach jada się tylko jeden posiłek dziennie i to nie zawsze do sytości. Dopiero jak spadną deszcze będzie można sadzić czy też zbierać coś do jedzenia z lasu. Mango są w tym momencie jak dar z nieba. Ja też będąc w wioskach korzystam ile tylko mogę z dobrodziejstwa nieba, jedząc mango aż do przesady. Czymś trzeba przecież nadrabiać brak kalorii i witamin. Niech Pan błogosławi i strzeże,

ks. Ludwik Wawrzeczko MSF (opr. M.Ł.)


Znajdź nas


Komisja Episkopatu Polski
ds. Misji


ul. Byszewska 1
skr. poczt. 112
03-729 Warszawa 4

tel. +48 22 679 32 35
km@misje.pl

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
128 0.22471308708191