Komisja Episkopatu Polski ds. Misji

30 kwietnia 2018

Dr Szałata: Afryka zachowała to, co straciła Europa – smak życia.

fot.: ks.Zbigniew Kłos, Wybrzeże Kości Słoniowej

Po tej wizycie okryłem po raz kolejny, że Afryka, a szczególnie widać to na Wybrzeżu Kości Słoniowej, zachowała to, co Europa straciła – smak życia. Bez względu na to, jakie ono by nie było – życie człowieka zdrowego czy chorego, młodego czy starego, w biedzie czy w bogactwie. Afryka nie zatraciła ważności rodziny, zakorzenienia w kulturze – mówił po powrocie z Wybrzeża Kości Słoniowej w rozmowie z KAI dr Kazimierz Szałata, prezes Fundacji Polskiej Raoula Follereau.

Paulina Godlewska (KAI): Wrócił pan właśnie z Wybrzeża Kości Słoniowej. Jaki jest Kościół w tym odległym kraju?

Dr Kazimierz Szałata: - Kościół Wybrzeża Kościół Słoniowej jest Kościołem niesłychanie żywym. Wielokrotnie mówił o tym św. Jan Paweł II, który 3 razy był w tym kraju. Zwracał uwagę, że Afryka jest nadzieją Europy i nadzieją Kościoła. Przez kilka lat myślałem, że są to słowa kurtuazji, że wobec tego biednego kontynentu trzeba coś miłego powiedzieć. Po tej wizycie okryłem po raz kolejny, że Afryka, a szczególnie widać to na Wybrzeżu Kości Słoniowej, zachowała to, co Europa straciła – smak życia. Bez względu na to, jakie ono by nie było – życie człowieka zdrowego czy chorego, młodego czy starego, w biedzie czy w bogactwie. Afryka nie zatraciła ważności rodziny, zakorzenienia w kulturze. Papież mówił: musicie być silni. A człowiek silny to ten, który jest zakorzeniony w rodzinie, w tradycji, w kulturze i religii. Inaczej człowiek jest słaby, podatny na wpływy bylejakości.

KAI: Na czym polega to zakorzenienie?

- Afryka zachowała szacunek dla starszych. Bez względu na to, czy synami są ministrowie czy profesorowie na uniwersytecie. W rodzinie najważniejsze jest to, co powie najstarszy. Afryka zaszachowała autorytet, który jest niesłychanie ważny w procesie wychowania, kształtowania kultury osobistej, w procesie kształtowania więzi we wspólnocie.

Na Mszy św. bardzo uderzyły mnie intencje. Tam na Mszę przychodzi się godzinę wcześniej. Każda Msza św. jest uroczysta. Nawet ta w dniu powszednim odprawiana jest z wszelkimi możliwymi procesjami, tańcami. Żeby zrozumieć żywotność tego Kościoła, trzeba być na takiej Mszy. Świętej, trzeba zobaczyć, jak ludzie reagują wybuchem podczas prawdziwego cudu,jakim jest przeistoczenie. Na początku czytane są intencje, które składają przed Mszą wierni. Myślę, że nawet połowa tych intencji jest za władze - prezydenta, ministrów. Niezależnie od preferencji politycznych, ci ludzie wiedzą, że oni stoją na czele kraju i należy im się szacunek. Jest ogromne poczucie odpowiedzialności za kraj i za tych, którym powierza się władzę.

KAI: Mówił pan o wybuchach radości podczas Mszy.

Niedziela jest niesłychanie barwnym świętem. Można powiedzieć, że co niedzielę jest odpust. Zwłaszcza panie przychodzą do kościoła w pięknych strojach. Czasami zastanawiam się, gdzie one w tych lepiankach, w których mieszkają, przechowują te piękne suknie, kokardy, szarfy. Mimo, że Msza o zaczyna się o 11:00, to już od 9-tej przy kościele zbierają się całe rodziny. Jest pełno stoisk, sprzedają różańce, chór ćwiczy pieśni, ludzie modlą się w różnych grupach. Od strony estetycznej Msza św. jest pięknym, zawsze starannie przygotowanym spektaklem. Jest tak żywa, tak dużo się dzieje, tak żywe są reakcje wiernych. I kiedy Msza św. dobiega końca, święto trwa nadal. Plac przed kościołem na nowo wypełnia się kolorowym zgiełkiem, w którym prym wiodą przeurocze afrykańskie dzieci. Wszyscy rozmawiają ze sobą. Niedziela to naprawdę Dzień Pański. Kościół Afrykański to Kościół Niedzieli Palmowej i Kościół Zmartwychwstania Chrystusa Pana. Trzeba tam pojechać, żeby doświadczyć, że Jezus jest żywy.

KAI: Wybrzeże Kości Słoniowej to dla pana szczególnie ważny kraj.

Tak, to kraj, który darzę szczególnym sentymentem. To tu na lagunie Abidżanu rozpoczynał swoją światową akcję pomocy trędowatym Raoul Follereau. Dokładnie 5 lat temu za pracę na rzecz najbiedniejszych w Afryce zostałem uhonorowany Krzyżem Oficerskim Narodowego Orderu Wybrzeża Kości Słoniowej. Tym razem przyjechałem do tego pięknego kraju między innymi po to, by wziąć udział w niezwyklej uroczystości przyznania przez prezydenta Republiki Wybrzeża Kości Słoniowej Krzyża Komandorskiego Orderu Republiki, WBK francuskiej siostrze Monique Godé ze zgromadzenia św. Franciszka Ksawerego, która całe życie poświęciła pracy na rzecz trędowatych w Instytucie Marchoux i pracy formacyjnej wśród młodzieży, prowadząc szkołę katolicką w Abidżanie.

KAI: Pan również działa na rzecz trędowatych.

To był drugi powód mojego wyjazdu. Odwiedziłem nowy ośrodek w Divo dla dzieci chorych na najbardziej zjadliwą i trudną do leczenia postać trądu urcél du Buruli. Trąd od trzydziestu lat jest chorobą całkowicie uleczalną. Na początku XXI wieku okazało się, że w niektórych krajach równikowych są chore dzieci, których leczyć można tylko radykalną chirurgią, amputując zajęte części ciała. Tych dzieci nie można leczyć w żadnym normalnym szpitalu, dlatego 5 lat temu kładliśmy kamień pod budowę specjalnego oddziału w Divo, nad którym czuwają wybitni specjaliści związani z naszą Fundacją prof. Henryk Assé z Uniwersytetu w Zbidżanie i prof. Christian Roch Jonson z Uniwersytetu Abomey-Calavie z Cotonou w Beninie. Jak wynika z ich badań, nie możemy się łudzić, że szybko wyeliminujemy trąd na świecie. Trzeba by bowiem najpierw wyeliminować biedę i podnieść warunki sanitarno-bytowe mieszkańców najbiedniejszych krajów. Europa uwolniła się od trądu na długo, zanim ta choroba stała się uleczalna. Międzynarodowa Komisja Medyczna coraz bardziej jest przekonana, że jednym z czynników trądu jest brak dostępu do czystej wody. Dotąd, dokąd ludzie nie będą mieli dostępu do czystej wody, ludzie będą chorzy na trąd. Europa uwolniła się od trądu i wielkich plag, które dziesiątkowały wsie i miasta wraz z pojawieniem się wodociągów, kanalizacji i poprawy warunków higienicznych.

W tym roku z siostrami pasjonistami w Kamerunie wybudowaliśmy studnię „Maksymilian” za 10 tys. euro. W najbliższych miesiącach powstanie sfinansowana również przez Fundację Polska Raoula Follereau studnia „Marianna” właśnie na Wybrzeżu Kości Słoniowej.

KAI: Jak ocenia pan działanie oddziału, który powstał?

Uderzyło mnie bardzo, że udało się zatrudnić tam młodych ludzi. Zawsze sobie wyobrażałem, że w szpitalu dla trędowatych jest jakiś stary misjonarz, stary lekarz na emeryturze, który postanowił resztę życia spędzić z trędowatymi. W Divo pracują młodzi ludzie, młodzi lekarze. W każdym razie cały oddział pełen chorych dzieci tryska radością. Nawet maluchy, których czekają ciężkie zabiegi chirurgiczne i amputacje, są uśmiechnięte. Cieszą się z odwiedzin białego człowieka, który nie boi się ich przytulić, nie boi się ich dotykać. Często nawet rodzice boją się tego zrobić z obawy przed zarażeniem. Przykrą rzeczą jest, kiedy zbliżam się do małego chłopca, a on chowa rączki, bo jest przekonany, że się go boję. A kiedy zobaczy, ze może podejść, podać mi rękę, usiąść na kolanie, odwdzięcza się szczerą radością. Takiej afirmacji życia, choćby było trudne i wiązało się z cierpieniem, takiej szczerej radości, jaką miałem okazję obserwować w na tym oddziale, nie widziałem od dawna.

Ale to cecha Afryki. Po tygodniowym pobycie na kontynencie, gdzie jest taka radość życia, gdzie kobiety dźwigając ciężkie bidony z wodą mają siłę i ochotę śpiewać i tańczyć, po wylądowaniu na lotnisku w Brukseli, gdzie spotkałem biznesmenów, bogatych Europejczyków podróżujących po świecie uderzył mnie widok ludzi zalęknionych, zatroskanych, smutnych. Długo szukałem choć jednej uśmiechniętej twarzy. To była wymowna lekcja, która pozwala wyraźniej zobaczyć to, co dzieje się w kulturze europejskiej. Kulturze, która tracąc zaufanie do Boga, straciła smak życia.

Te dzieci ze szpitala, chore, wyrwane z buszu... one są uśmiechnięte. A nie mają nawet czystej wody, nie mają ubrań, idą spać głodne i budzą się głodne. Ich rodzice też nie mają nic, ale cieszą się, że żyją. My nie potrafimy cieszyć się z tego, że żyjemy, cały czas narzekamy.

KAI: Skąd czerpią taką radość?

Trzeba pojechać tam i zobaczyć Mszę świętą w misyjnej kaplicy żeby odkryć, że straciliśmy zaufanie do Żywego Chrystusa, którego tak trudno nam spotkać. Jeżeli jest Bóg, który nas kocha, to mamy wszystko. I tego Afrykańczykowi nie trzeba tłumaczyć, bo on doskonale to wie. Z tej radości życia bierze się też zdrowe podejście do śmierci. Skazanie małego Alfiego Evansa na śmierć pokazuje nam w sposób najbardziej wymowny tę niby niedostrzegalną równię pochyłą, na którą weszliśmy. Do tej pory mieliśmy do czynienia z uleganiem pokusie eutanazji, czyli pomocy w samobójstwie człowieka cierpiącego. Tym razem w Anglii mamy zupełnie nową sytuację, gdzie rodzice walczą o życie dziecka, lekarze gotowi są pielęgnować je i leczyć, a legalny (choć niegodziwy i bezduszny) sąd skazuje je na śmierć. Dzieje się to w naszej europejskiej kulturze, której zagraża nowoczesne barbarzyństwo. W świecie, w którym funkcjonują potężne organizacje broniące praw człowieka, praw dziecka, praw rodziców. Okazuje się jednak, że nie chodzi tu o prawa każdego człowieka.

KAI: W czym tkwi problem Europejczyków?

Powodów takiej sytuacji jest wiele, ale skupię się na jednym wymownym przykładzie. Przedstawiono mnie kiedyś w Afryce starszemu panu, który najwyraźniej nie umiał ani pisać, ani czytać, ale on był dla społeczności lokalnej niekwestionowanym i powszechnie szanowanym autorytetem. I jak mi powiedziano, jeśli się zdarzy taka sytuacja, że wyrok niby niezawisłego sądu jest rażąco niesprawiedliwy, to poszkodowany może pójść do tego człowieka, a on jest w stanie potrząsnąć sumieniami, chociaż formalnie jest nikim w strukturach administracyjnych. Nam brakuje takich ludzi. My robimy wszystko, żeby takich ludzi nie było. Bez autorytetów nie ma wychowania, nie ma porządku społecznego, nie ma kultury na miarę człowieka.

Rozmawiała Paulina Godlewska / Warszawa

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
135 0.15341901779175