23 sty

Polscy misjonarze w RCA proszą o nieustanną modlitwę

      Już od prawie roku w Republice Środkowoafrykańskiej (RCA) trwa wojna domowa, która ma charakter polityczny, militarny i gospodarczy. W RCA pracuje 37 polskich misjonarzy, którzy głosząc Ewangelię i posługując wśród ubogich są

uchodźcy w klasztorze kapucynów w Bouar

również narażeni na skutki tego konfliktu. Mimo zagrożenia misjonarze nie myślą o tym, aby opuszczać swoje misje oraz tamtejszych ludzi. To właśnie na misjach katolickich miejscowa ludność w chwilach zagrożenia szuka schronienia.

      21 stycznia 2014 roku dwie placówki misyjne, w których posługują Bracia Mniejsi Kapucyni Prowincji Krakowskiej, zostały zaatakowane przez rebeliantów Seleka (żołnierze – obcokrajowcy, najeźdźcy z Czadu i Sudanu, którzy od ponad roku okupują RCA). Jak pisze do nas br. Piotr Michalik OFMCap : Eks-Seleka które opuściło Bouar, dotarło do Bocaranga i zaatakowało misje katolicką prowadzoną przez naszych współbraci. Mimo obecności uchodźców ostro ostrzelali nasz dom […] A później kradli i u nas i u sióstr : wszystkie samochody, komputery, telefony, aparaty fotograficzne, pieniądze… To co im wpadło w ręce. Pojechali dalej. […] w Ngaoundaye powtórzył sie

schronienie na misji w Ngaoundaye

scenariusz z Bocaranga – kradzież wszystkiego. Eks-Seleka wzięła jednego naszego brata (Środkowoafrykańczyka) jako zakładnika – ma prowadzić jeden z ukradzionych samochodów do Czadu.

 

Polscy misjonarze apelują o nieustanną modlitwę w intencji pokoju w RCA. Polecamy Waszej modlitwie wszystkich zagrożonych misjonarzy, aby nie tracili nadziei oraz ich wiernych, aby mogli cieszyć się pokojem i powrócić do swoich domów.

 

Poniżej przedstawiamy opis aktualnej sytuacji, którą relacjonuje ks. Mirek Gucwa, wikariusz generalny diecezji Bouar oraz najnowsze wieści od br. Piotra Michalika OFM Cap:

 

Wiadomości z Bouar

      Kilka dni temu dokładnie nocą 20 stycznia, generał Souleyman, który dowodził byłymi rebeliantami Seleka w Bouar, został postrzelony i zabity na granicy z Kamerunem (w Garoua-Boulai). Próbował przekroczyć granice wbrew ostrzeżeniom straży granicznej ze strony Kamerunu. Śmierć generała przyśpieszyła wyjazd Seleka z Bouar. Opuścili kompletnie koszary

miasto Bouar

wojskowe, pozostawiając za sobą zniszczone lokale. Ludzie odetchnęli. Nie długo jednak. W mieście pojawili się bojownicy Antibalakas i byli żołnierze FACA (żołnierze obalonego prezydenta François Bozizé), którzy natychmiast wprowadzili się do opuszczonych koszar. Wśród nich nie brak elementów niekontrolowanych, którzy w nocy strzelali z broni. Ci którzy nimi dowodzą przyszli na misje (wcześniej chcieliśmy ich spotkać w koszarach, ale byli nieobecni). Zapewnili, ze nie mają zamiaru czynić zła ani ludności zgromadzonej w katedrze i w innych miejscach miasta ani muzułmanom, którzy zgromadzili się w meczecie. W nocy jednak słychać było strzały i reszta sklepów i magazynów została opróżniona.

    W ciągu dnia natomiast przyjechali z Baboua rebelianci Seleka, udający się do Czadu. W centrum miasta wywiązała się walka pomiędzy nimi i Antibalakas. Trwała przez ponad godzinę. Bojownicy podchodzili pod katedrę. Zostali jednak odepchnięci przez wojska z Gabonu. Akurat w tym czasie w centrum diecezjalnym

uchodźcy w katedrze w Bouar

odbywało się spotkanie władz miejskich i kościelnych z członkami rożnych organizacji humanitarnych i agencji ONZ.  Na godzinę musieliśmy zawiesić spotkanie.

    Doszły do nas wieści z Bocaranga i z Ngaoundaye. Uciekający żołnierze Seleka wtargnęli w tych miastach na tereny parafii, gdzie byli zgromadzeni ludzie. W Bocaranga zastrzelili młodą dziewczynę i zranili dwóch mężczyzn. Opróżnili wszystkie pokoje księży i sióstr, zabrali trzy samochody. Podobnie w Ngaoundaye, gdzie dodatkowo zabrali ze sobą jako zakładnika brata Rolanda (Środkowoafrykańczyk) jako kierowcę.

      Inni rebelianci Seleka, którzy opuścili Baoro, Carnot i Berberati zbliżają się do Bouar. Poinformowani zostali o tym żołnierze MISCA, Antibalakas i byli żołnierze FACA. Mają im pozwolić spokojnie przejść przez Bouar i kontynuować w stronę granicy z Czadem. Lęk jednak gnieździ sie w sercach ludzkich. Są to bowiem istoty wyzute z ludzkich odruchów. Każdy spotkany człowiek na drodze albo przy drodze stanowi dla nich zagrożenie i bez wahania zabijają dzieci, kobiety, mężczyzn.

    Informujemy na bieżąco odpowiednie władze wojskowe w Bangui. Jednakże wszystkie apele i krzyk ludzi pozostają bez odpowiedzi. Ile potrzeba jeszcze trupów, by ktoś zareagował? Jak długo jeszcze  terytorium RCA dla wielkich tego świata będzie się ograniczało tylko do stolicy, albo co najwyżej do obszarów o promieniu 12 km od centrum Bangui.

ks.Mirek Gucwa

   Musimy być wdzięczni za obecność żołnierzy gabońskich w Bouar, ale ich liczba nie pozwala na interwencje we wszystkich sytuacjach konfliktowych w Bouar i jego okolicach. Na przykład nie mogli zainterweniować w Bohong (65 km od Bouar) ani dzisiaj w Baoro (60 km) gdzie bojownicy niszczą sklepy i osiedla muzułmańskie.

 Organizacje Międzynarodowe gotowe są do niesienia pomocy mieszkańcom w Bouar. Ich przemieszczenia jednak zależą od bezpieczeństwa w mieście, którego dotychczas brakuje.

Polecamy się Waszym modlitwom. Tylko one mogą przyśpieszyć nadejście pokoju w RCA.

Ks. Mirek Gucwa

 

 *********************************************

 

Bouar, 22.01.14.

Króciutko

Brat Roland z Ngaoundaye wrócił cały i zdrów.

W Ngaoundaye misja znowu była ostrzelana.

Bracia i siostry z Ngaoundaye i z Bocaranga postanowili spać w buszu.

A co w Bouar ?

         Wczoraj wieczorem zrobiliśmy ponownie spis uchodźców. Jest ich 10 621. Jest to największy obóz w Bouar. A dziś doszła kolejna fala uchodźców (dlaczego – za chwilę wyjaśnię). W tej chwili po naszych korytarzach można przejść chodząc po matach czy materacach – przejścia choćby najwęższego już nie ma…. Tej nocy był kolejny poród – tym razem chłopczyk, żywy… Dziś widziałem kolejne mamy, które na dniach mają rodzić…

Wczorajsza radość była przedwczesna.

O 10h pojechałem do katedry na spotkanie kryzysowe : prefekt, organizacje humanitarne, szefowie żandarmerii i policji, odpowiedzialni obozów uchodźców. Jadąc mijam samochód pełen anty-balaka, na motorach też jest ich sporo. Dokładnie w tym momencie gdy ktoś stwierdził, że teraz brak bezpieczeństwa jest większy niż wtedy gdy była tu eks-Seleka,  rozpoczęła się piekielna wymiana ognia. Centrum miasta. W pewnym momencie bardzo blisko nas. Spotkanie przerwane. Co się stało. Dwa samochody pełne ludzi Baba Ladé (rebeliant z Czadu który kilka lat temu działał w środkowej północy RCA, a których gen Souleyman sprowadził tu i uzbroił po zęby i wysłał ich gdzieś za Babouba – to w kierunku na Kamerun) przyjechały by następnie jechać na Bocaranga i Czad. Anty-balaka ich godnie przyjęła w centrum miasta. Jednak ci od Baba Ladé są chytrzy. Wiedzieli ze na nich czekają, wiec na rogatkach miasta z 30 wysiadło i poszło na pierwszy ogień by anty-balaka skoncentrowało się na nich, a w tym czasie samochody « prześlizgnęły » przez miasto i zatrzymały się w Beninga by poczekać na tych co idą pieszo. Najpierw było gorąco przy katedrze – tędy przejechały samochody. MISCA tez otworzyła ogień. Z deczko później było gorąco w St. Laurent (klasztor kapucynów), bo ci na piechotę przeszli bardzo blisko  naszej wspólnoty i czy specjalnie czy nie – nie wiem, ale kilka kul trafiło w naszą nową kaplicę. Zabili też jednego naszego uchodźca, który akurat poszedł do swego domu coś tam wziąć… Innego zranili.

Teraz juz rozumiecie dlaczego nowa fala uchodźców do nasz dotarła.

    Wróciłem do St. Laurent dopiero jak byłem pewny ze piechurzy doszli do Beninga i ich samochody odjechały. Jednocześnie doszły do nas kolejne niepokojące wieści. W Baoro (60 km na wschód od Bouar) walki i masakra. W końcu tamtejsze  eks-Seleka, do którego dołączyło to z Carnot wyruszyło do Bouar by następnie też wziąć kierunek Bocaranga i Czad. Wszyscy którzy mają możliwość, starają się przekonać anty-balaka by nie atakowały ich i by spokojnie przejechały Bouar, bez rozróby. Tylko że co oni będą robić dalej na trasie ?!?! Proponowaliśmy by MISCA ich eskortowała aż do granicy, ale to marzenie ściętej głowy… Tych tu na miejscu jest za mało, nadto muszą mieć pozwolenie z Bangui (od ich szefów) a tego nie dostaną. Tu Mirek cały czas staje na głowie by Bangui (MISCA, Sangaris) się ruszyło i wysłało tu dodatkowe siły, jednak skutek jest jak gadanie przysłowiowego dzidka do obrazu… Wiadomo, mają potężne problemy w stolicy, ale…

              Przed 18h byłem przy głównej bramie z naszym szefem MISCA, jak przyszło anty-balaka. Jednego poznałem od razu, to ten z którym rozmawialiśmy (ja i Mirek) w jednej z wiosek. Przyszli powiadomić że na drodze jest ciało jakiegoś zabitego przez Baba Ladé człowieka. Dzwonię do Mirka, a on do Czerwonego Krzyża. Zdążą przed nocą zabrać ciało ?

            Nasz szef MISCA nie chce widzieć uzbrojonych anty-balaka w pobliżu obozu. Nikt nie wie jak się zachowają. W tej chwili w mieście można spotkać anty-balaka różnej maści, eks-FACA, zorganizowane bandy złodziei. I niekiedy trudno ich rozróżnić. Ciśnienie wzrosło. Przykład. Nasi MISCA ustawili karabin maszynowy na piętrze naszego domu w pobliżu bramy wejściowej. Nigdy wcześniej tego nie robili…

Pozdrawiam, proszę o modlitwę.

Piotrek

PS. Ktoś mi powiedział że eks-Seleka która wyjechała do Czadu mówi, ze pojechali odstawić ich rodziny i że następnie wrócą…

 

 

Bouar, 23.01.14.

            Nad ranem kolejne dziecko nam sie urodziło. Chłopczyk. Chyba wszystkie dzieci urodzone tutaj będą miały imiona typu Laurent, Laurentine, Laurence, Lorenta…

          O 1h w nocy w jednej części obozu panika. Ktoś widział anty-balaka którzy przeskakiwali mur… br Jacek wezwał MISCA którzy zrobili obchód – wszystko w porządku…

         Dziś zabrakło mąki w Bouar. Ktoś kto nie jest uzależniony od chleba  przeżyje to jeszcze. Można pączki z mąki kukurydzianej kupić. Niedługo jednak zacznie brakowac bardziej podstawowych produktów jeśli w miarę szybko nie otworzy się droga do Kamerunu (kwestia bezpieczeństwa na drodze i by Kameruńczycy na nowo otworzyli granice)… Zawiozłem 20l ropy do sióstr Pasterzanek przy katedrze. One jadą już na ostatnich litrach. Telefon znowu nie działa. Powód ? Brak paliwa. Podpowiedziano mi tutaj by jechać do kapitana MISCA i prosić o 100l dla tych od telefonu. W momentach kryzysu telefon jest niezastąpiony (jak np. wczoraj w czasie strzelaniny).

    Ta noc byla pierwsza od tygodnia bez odgłosów broni. Kompletna cisza. Może tak juz zostanie ? Eks-Seleka z Baoro i Carnot jeszcze nie przejechała. Pozwolą im przejechać przez Bouar w spokoju ? Zobaczymy.

Za chwilę mam odwieźć lekarza do szpitala i prosić o tą ropę dla telefonii.

Z braterskim pozdrowieniem

Piotrek

PS. Módlcie sie za nas nieustannie

 

 Zobacz także: Prawdziwe oblicze konfliktu w RCA

                            RCA: Byliśmy o krok od śmierci

 


Znajdź nas


Komisja Episkopatu Polski
ds. Misji


ul. Byszewska 1
skr. poczt. 112
03-729 Warszawa 4

tel. +48 22 679 32 35
[email protected]

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
123 0.12561798095703