Warszawa: czworo przyszłych misjonarzy przygotowuje się do pracy w Afryce i Ameryce Płd.
Cztery osoby - dwóch księży, siostra zakonna i osoba świecka - rozpoczęły w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie przygotowanie do pracy misyjnej w Boliwii, Brazylii, Burundi i Peru. Podczas inauguracji nowego roku formacyjnego jej uczestnicy podkreślili, że współczesny misjonarz musi być gotowy na zmieniające się warunki, wychodzić naprzeciw człowiekowi i podejmować „ryzyko wiary”, pozostając zakorzenionym w Chrystusie.
Formację przed wyjazdem na misje rozpoczęły w tym roku cztery osoby: dwóch kapłanów, siostra zakonna i osoba świecka. Księża wyjadą odpowiednio do Boliwii i Brazylii, siostra zakonna do Burundi, natomiast misjonarka świecka do Peru.
Zwracając się do przyszłych misjonarzy bp Jan Piotrowski, przewodniczący Komisji KEP ds. Misji podkreślił, że misjonarz musi być gotowy na zmianę, gdyż rzeczywistość misyjna nieustannie się zmienia, ale niezmienne pozostaje centrum jego posługi – osoba Jezusa Chrystusa.
Odwołując się do adhortacji apostolskiej papieża Franciszka „Patris corde” („Ojcowskim sercem”), bp Piotrowski przypomniał postać św. Józefa, który potrafił zaakceptować niespodziewaną rzeczywistość i podjąć kolejny krok. Jak zaznaczył, człowiek niezdolny do zmiany nie jest w stanie zrobić następnego kroku.
Bp Piotrowski podkreślił, że świat misyjny jest bardzo zróżnicowany. – Polska jest różna, Afryka, Ameryka Południowa i każdy kontynent także nie istnieją w liczbie pojedynczej – mówił. Zwrócił uwagę na różnorodność doświadczeń i form działalności misyjnej, wskazując m.in. na pracę sióstr zakonnych w Rwandzie i Burundi.
Wspominając swoją posługę misyjną sprzed 41 lat, obecny biskup kielecki zauważył, że warunki pracy misjonarzy z Polski bardzo się zmieniły. W czasach, gdy wyjeżdżał na misje, wiele krajów było znacjonalizowanych, a możliwości działalności poza duszpasterstwem były ograniczone. Obecnie misjonarze angażują się również w prowadzenie szkół, służbę zdrowia oraz działalność wychowawczą.
Jak podkreślił, podstawą misji Kościoła jest wyjątkowość i niepowtarzalność osoby Jezusa Chrystusa. Wspominając swoje doświadczenia z pracy misyjnej w Afryce, wskazał na słowa z Listu do Hebrajczyków: „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki”.
- Jak się będziecie tego trzymać, to każdy z nas, czy zrobi więcej, czy mniej, to nie ma znaczenia, tylko właśnie, żeby głosić Pana Jezusa - powiedział bp Piotrowski.
Siostra Zuzanna Truszkowska ze Zgromadzenia Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego przyznała w rozmowie z KAI, że myśl o pracy misyjnej towarzyszyła jej od dziecka. - Zawsze chciałam wyjechać na misję. Później życie, także to życie zakonne, układało się tak, że było to niemożliwe. Ale misjonarzem był mój brat i to jeszcze bardziej obudziło we mnie tę potrzebę. Gdy okazało się, że jest taka możliwość, stwierdziłam, że chcę iść za pragnieniem, które nosiłam w sercu od zawsze – powiedziała. Znajomość pracy na misjach zdobyła wstępnie podczas trzymiesięcznego pobytu w Gabonie.
Zdaniem Eweliny Wągrzyn, jedynej osoby świeckiej wśród tegorocznych kandydatów na misjonarzy, najlepiej w życiu iść za tym, co chce Pan Bóg. - Postanowiłam nie psuć Mu planów. Od czasów licealnych rozeznawałam, że dla mnie to jest ten kierunek, który mi Bóg daje, czyli misje – powiedziała. Najpierw wstąpiła do Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego, w ramach którego spędziła rok w Boliwii. - A później czekałam na możliwość powrotu na misje, aż właśnie taka możliwość nastała i przyszłam tutaj, żeby już na dłużej polecieć jako misjonarz świecki – dodała.
- Jestem nauczona nie robić żadnych założeń, przede wszystkim potrzebuję ugruntowania w Chrystusie, w tym powołaniu, i czerpania z tego, co tutaj dadzą nam ci bardziej doświadczeni pracą na misjach – podkreśliła.
S. Truszkowska przyznała, że jej praca na misjach będzie uwarunkowana decyzjami zgromadzenia, do którego należy. Ma jednak nadzieję na pracę wśród dzieci i młodzieży. – Dzieci nie znają tam wielu nowych technologii i nowoczesnych rzeczy, więc praca z nimi jest inna niż z naszą młodzieżą, którą otacza tak wiele bodźców. Czasami się zastanawiam, czy łatwiej głosić Chrystusa komuś od podstaw, czy może, tak jak obecnie w Polsce lub Europie, ludziom, którzy o Nim słyszeli, ale odeszli z Kościoła i trzeba jak gdyby na nowo ich do Niego zapalić, a to także jest bardzo trudne – wyjaśniła.
- Te cztery osoby reprezentują cały przekrój Kościoła. Znamy się dopiero od trzech dni, ale widzę, że naprawdę są bardzo otwarci, przede wszystkim wykształceni, po wyższych studiach świeckich. Mają już doświadczenie wolontariatu i stażu misyjnego oraz konkretne zawody i chcą się tym podzielić w krajach misyjnych, do których się udadzą - powiedział KAI ks. Eugeniusz Szyszka, dyrektor Centrum Formacji Misyjnej.
W wykładzie skierowanym do przyszłych misjonarzy ks. dr Jarosław Tomaszewski, sekretarz krajowy Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary i Papieskiego Dzieła św. Piotra Apostoła wskazał na istotne rozróżnienie między „kryzysem wiary” a „ryzykiem wiary”.
Inspiracją dla pojęcia „ryzyka wiary” była dla niego św. John Henry Newman, którego przywołał jako autora homilii zatytułowanej „Ryzyko wiary”, wygłoszonej w 1836 r., jeszcze w okresie jego posługi anglikańskiej. Newman, później przyjęty do Kościoła katolickiego i ogłoszony doktorem Kościoła, wskazywał, że chrześcijanin powinien podejmować ryzyko ze względu na życie wieczne, mimo braku absolutnej pewności, że wytrwa do końca. Sama gotowość do podjęcia ryzyka ma być wyrazem dojrzałości i szlachetności wiary.
Prelegent zwrócił też uwagę, że Jezus nie przekazał swoim uczniom spisanego podręcznika czy „konstytucji”. Przedmiotem ich formacji jest przede wszystkim osoba Chrystusa. Ewangelia nie może być zatem jedynie przedmiotem intelektualnego studium, ale musi prowadzić do spotkania z konkretną osobą Jezusa.
Jednym z najważniejszych wyzwań nazwał przejście „od czekania na ludzi do szukania człowieka”. Jego zdaniem Kościół nie może zakładać, że wystarczy organizować więcej nabożeństw, modlitw czy dzwonić dzwonami, a ludzie sami pojawią się w świątyniach. Dla części współczesnych mieszkańców polskich miast i wsi sygnał dzwonu nie jest już czytelnym zaproszeniem do modlitwy, a niektórzy mogą nawet nie wiedzieć, gdzie znajduje się ich parafialny kościół. „Szukanie człowieka to znaczy bycie w kontakcie” – mówił.
Ks. Tomaszewski przestrzegł także przed utożsamianiem wyjazdu na misje z automatycznym podjęciem „ryzyka wiary”. Misjonarz również może się „urządzić” i przestać podejmować ryzyko. Nie należy - podkreślał - z góry zakładać własnego bohaterstwa. Są misjonarze, którzy podejmują ryzyko, cierpią i dzięki temu posuwają dzieło Ewangelii naprzód, ale są też tacy, którzy wybierają bezpieczeństwo.
Brak ryzyka wiary prowadzi natomiast, zdaniem prelegenta, do czterech kolejnych etapów kryzysu struktur kościelnych: marazmu, stagnacji, korupcji i agonii. Marazm oznacza pogodzenie się z sytuacją i „urządzenie się”; stagnacja jest jego dłuższą formą; korupcja oznacza wejście w podwójne życie instytucji i metod, a agonia jest ostatecznym rozpadem.
Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie istnieje od 1984 roku. Przygotowaniem do misji objęło do tej pory ponad 1100 osób. Przyszli misjonarze spędzają dziewięć miesięcy na nauce języka kraju, do którego wyjadą, otrzymują dalszą formację teologiczną, zapoznają się z historią krajów kolonialnych i podstawami medycyny tropikalnej (dzięki współpracy CFM ze środowiskiem medycznym). W programie są także konferencje ascetyczne, wykłady z misjologii oraz modlitwa.
W maju, po zakończeniu formacji, misjonarze wyjeżdżają jeszcze na krótko do europejskich krajów, aby podszkolić stosowny język administracyjny, po czym następuje wyjazd do konkretnego kraju. Na miejscu trafiają do parafii, gdzie pracują już polscy misjonarze.
Obecnie na misjach, na wszystkich kontynentach, pracuje około 1600 polskich misjonarzy: kapłanów diecezjalnych i zakonnych, sióstr zakonnych i osób świeckich.
